Więź i relacja to nie to samo

Pamiętam pytanie, które padło kiedyś na jednym z moich szkoleń. Jedna z uczestniczek zapytała: „Czy można mieć z dzieckiem dobrą relację, a mimo to nie zbudować z nim bezpiecznej więzi?”

To było w czasie, gdy już od dawna rozważałam ten temat i choć jeszcze wtedy nie umiałam tego dobrze wytłumaczyć, intuicyjnie najbliżej mi było do odpowiedzi: – atak, to możliwe.

Od dawna zgłębiam ten temat i dziś nie mam co do tego żadnych wątpliwości. W świecie, który tak wiele mówi o relacjach, więź jest deficytowa.

  • Dlatego właśnie tak wiele dzieci jest… głodnych. Z pozoru mają wszystko – zaangażowanych rodziców, obecność, rozmowy, zabawy. A jednak czegoś im brakuje.
  •  Dlatego wielu rodziców czuje się zagubionych, bo kiedy ich dziecko wchodzi w okres nastoletni, nie rozumieją, dlaczego lata zaangażowania i wysiłku nie przekładają się na spokojną codzienność. Zamiast wdzięczności i bliskości widzą dziecko zamknięte w pokoju, a zamiast spokoju czują niepokój i pytanie: co poszło nie tak?

Brakuje więzi.

 Więź jest jak niewidzialna nić łącząca rodzica z dzieckiem. Tkamy ją każdego dnia ale warunkiem jest autentyczność, czyli gotowość zaproszenia do relacji prawdy oraz przywództwo. Rodzic przewodzi wtedy, kiedy dziecko podąża za nim, a nie odwrotnie. Tymczasem wielu rodziców puszcza dzisiaj dzieci przodem, unikąjąc w ten sposób frustracji. Do takiego działania nawołują współczesne nurty wychowawcze, które stawiają w centrum potrzeby dzieci. To może prowadzić do ładnych relacji ale niestety fundamentem w tych relacjach nie jest silna więź.

Relacja to nie to samo co więź

W relacjach rodzinnych, nawet tych bliskich i czułych, więź często nie ma szansy zaistnieć. Dlaczego?

Bo wiele z tych relacji nie opiera się na prawdzie, tylko na wyobrażonej wersji rodzicielstwa i wyobrażonej wersji nas samych jako rodziców.

Stworzyliśmy w swoich głowach obraz przeciwieństwa wychowania autorytarnego- piękny, ciepły, cierpliwy. Pozbawiony tego, co bolesne i trudne: konfliktów, napięć, złości, oskarżeń, zmęczenia, wstydu, czy odrzucenia.

I tak powstał świat relacji, w którym:

  • mówimy do dzieci patrząc im w oczy, ale nie pokazujemy własnej frustracji,
  • bawimy się z dziećmi udając zaangażowanie, bo wewnętrznie odliczamy minuty lub myślimy o czymś, co jest bardzo dalekie od zabawy.
  • serwujemy na obiad to, co dziecko sobie zażyczy, bo przecież „musi czuć się ważne”,
  • dajemy wybór, chociaż krew nas zalewa, gdy widzimy, jak wyglądają poranki,
  • wstydzimy się zachowań dziecka w miejscach publicznych, ale nie stawiamy granic, bo przecież wolność wyrażania siebie jest wartością najwyższą.

To wszystko z zewnątrz wygląda „ładnie”. Wygląda lepiej niż to, co znamy z własnego dzieciństw ale jest wyjałowione z prawdy.

 

Brak prawdy jest równoznaczy z brakiem więzi

Tam, gdzie podstawą relacji ma być „ładne” i spokój za wszelką cenę, tam nie ma miejsca na autentyczność, a bez niej  nie ma więzi.

Więź nie powstaje w miejscu, gdzie wolno być tylko łagodnym, cierpliwym i wyrozumiałym. Więź powstaje tam, gdzie można być prawdziwym. Zniecierpliwionym. Wkurzonym. Zagubionym. Czasem nawet oschłym ale uczciwym wobec siebie.

Więź to emocjonalna obecność.

To gotowość do pokazania siebie.

To zdolność dorosłego, by wziąć odpowiedzialność za swoje emocje i nie udawać.

Na koniec odwrócę pytanie – czy tam, gdzie nie ma „ładnych” relacji, może być obecna więź?

Tak. Oczywiście nie będzie to więź bezpieczna. Jednak to, gdzie doszliśmy współcześnie, pozwala na hipotezę, że gorsza od pozabezpiecznej relacji jest pustka, której dzisiaj doświadczają dzieci wychowujące się w rodzinach, w których spokój jest ważniejszy od autentyczności i w których chroni się dzieci przed frustracją, strachem, odrzuceniem, bezsilnością i zwątpieniem.

W przypadku relacji i więzi pozabezpiecznej, można się jej przeciwstawić, zbuntować, podważyć. Da się ją zobaczyć. Natomiast kiedy relacja wygląda na „ładną”, ale nie ma w niej prawdziwej więzi, dziecku trudniej jest się do tego odnieść. Nie ma się od czego odbić. Wtedy łatwiej pomyśleć: „to ze mną coś jest nie tak”, niż zakwestionować sposób bycia rodziców.

 

Jestem ogromnie ciekawa, co myślisz? Jakie masz przemyślenia na ten tema? Chętnie poczytam.

Z dużym zaangażowaniem tworzę newsletter, podcast, czytelnię oraz treści w socjalmediach.  

Ciągle uczę się czegoś nowego, inwestuję w rozwój swoich umiejętności i wiedzy, bo chcę, żeby to, co Ci daję – teksty, refleksje, inspiracje – miało prawdziwą wartość.
Jeśli moje treści są dla Ciebie ważne, coś w Tobie poruszają albo po prostu sprawiają, że dzień staje się choć odrobinę lepszy – możesz postawić mi kawę.

Każde wsparcie to dla mnie nie tylko ogromna motywacja, ale też sposób, by móc realnie utrzymywać się z tego, co kocham robić. Dziękuję.

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Rodzinne tajemnice nie milczą

Rodzinne tajemnice nie milczą

Oglądam ostatnio serial, który zrobił na mnie ogromne wrażenie – "Tacy jesteśmy".To wielopokoleniowa historia rodziny, opowiedziana w niezwykły sposób – jakby od końca. Uważam, że choć to nie jest dokument, w mistrzowski sposób przedstawione jest w nim, jak bardzo...

czytaj dalej
Zanim powiesz – on taki jest…

Zanim powiesz – on taki jest…

Temat przekonań rodzicielskich i diagnoz (szczególnie ADHD) jakoś mocno mi w tym tygodniu towarzyszy - w rozmowach, w socjalmediach. Pojawiał się w różny sposób i wywoływał we mnie pytanie: Jak to wszystko wpływa na dziecko i całą rodzinę. Dlatego dziś postanowiłam...

czytaj dalej
Urządzenia elektroniczne – zmora współczesnego rodzica

Urządzenia elektroniczne – zmora współczesnego rodzica

Urządzenia elektroniczne spędzają sen z powiek niemal wszystkim rodzicom. Pytania, które z różnych stron słyszymy, brzmią podobnie: „Czy pozwolić? A jeśli tak, to jak kontrolować?” „Jakie metody stosować, żeby czegoś nie przegapić?” „A co, jeśli on robi tam coś...

czytaj dalej
Dziecko nie sprząta? Współpraca zamiast obowiązków

Dziecko nie sprząta? Współpraca zamiast obowiązków

Czy zdarza Ci się mówić: „Ile razy mam Ci to powtarzać?”, „W tym domu nikt nie pomaga!”, „Czy to naprawdę takie trudne, żeby po sobie posprzątać?” A potem czujesz się jak zrzędząca matka, która nie umie nauczyć swoich dzieci wywiązywania się z obowiązków.  Dziś...

czytaj dalej
Od kolejki w banku do lekcji rodzicielstwa

Od kolejki w banku do lekcji rodzicielstwa

Do tego listu natchnęła mnie wczorajsza sytuacja, której doświadczyłam w banku. Byłam umówiona z doradcą na określoną godzinę.Jednak kiedy przyszłam, okazało się, że klient przede mną wciąż załatwia swoje sprawy. Czekałam. Czas uciekał. Czułam, jak rośnie napięcie w...

czytaj dalej
error: Nie kopiuj!