EFEKT JOJO w rodzicielstwie
Miałam nie krzyczeć i znowu wróciło
Znasz to? Wieczorem wstyd i obietnica: „nigdy więcej nie będę na niego krzyczeć”. A potem kilka dni trzymasz się jak mistrzyni samokontroli: liczysz do dziesięciu, wychodzisz z pokoju, krzyczysz w poduszkę… aż w końcu przychodzi ten jeden poranek albo ten jeden wieczór i… bach.
To nie jest dowód, że „się nie nadajesz”. To jest pętla, w którą wpada większość rodziców, kiedy próbuje zrobić zmianę siłą woli.
Dwa rodzaje zmiany
Zmiana prosta
„nie będę krzyczeć / będę cierpliwa / będę słuchać” czyli praca na zachowaniu.
Zmiana złożona
tutaj nie skupiamy się na eliminowaniu zachowania, tylko staramy się poznać, co kryje się pod słowami „nie będę krzyczeć”.
W tym odcinku wyjaśniam czemu postanowienia tak łatwo się wywracają: bo rodzicielstwo jest jak jazda po dziurawej drodze (nigdy nie ma “idealnych warunków”), a my po cichu liczymy na nagrodę typu: „jak będę spokojna, to dziecko też będzie spokojne”.
Tylko że dziecko często robi wtedy dokładnie odwrotnie — i cały plan zaczyna się sypać.
