
Czasami wsparcie utrwala trudność
Można wychować dziecko do sprawnego korzystania ze wsparcia. Ale można też wychować je do tego, żeby coraz mniej tego wsparcia potrzebowało.
Czytam właśnie książkę Watzlawicka „Jak być nieszczęśliwym” i zatrzymał mnie jeden fragment. „(…) wystarczy się przyjrzeć monstrualnym skutkom życia w ogrodzie zoologicznym, który chroni te wspaniałe stworzenia przed głodem, niebezpieczeństwem i chorobą (włącznie z próchnicą zębów), czyniąc z nich przez to odpowiednikami neurotyków i psychotyków w świecie ludzi.”
Zamyśliłam się po przeczytaniu tych słów… pomyślałam, że z dziećmi robimy dziś czasem coś bardzo podobnego.
Jak wspierać dziecko, nie utrwalając trudności
Powszechny przykład – dziecko nie odrabia lekcji. Zaangażowany, oczytany i świadomy rodzic bardzo szybko uruchomi wokół dziecka cały system wsparcia. Rozbije zadania na części, zacznie odrabiać zadania z dzieckiem, będzie przypominał, zaproponuje strategie przypominania, dostosuje oczekiwania, porozmawia z nauczycielem (świadomy nauczyciel wykaże się wyrozumiałością).
Wszystkie te działania wynikają z postawy i przekonania rodzica: muszę go wspierać.
To brzmi dobrze. Ciepło. Odpowiedzialnie. Tylko że pod takim wspieraniem często dzieje się coś więcej niż sama troska.
- Czasem rodzic wnosi do tej sytuacji własną historię. Sam miał kiedyś podobną trudność i spotykał się z krytyką, zawstydzaniem albo brakiem zrozumienia. Więc dziś chce zrobić wszystko odwrotnie. Nie dociskać. Nie wymagać. Nie powielać tego, co kiedyś bolało jego samego.
- A czasem trudność dziecka staje się miejscem, w którym rodzic buduje dobrą wizję siebie. Jestem dobrym rodzicem, bo tak uważnie widzę jego ograniczenia. Bo tak troskliwie się nimi zajmuję. Bo nie zostawiam go z tym samego.
To pokazuje, jak łatwo przeoczyć moment, w którym troska przestaje służyć dziecku, a zaczyna służyć głównie temu, co czuje dorosły i co o sobie myśli.
Sprawczość i samodzielność dziecka
Według mnie nie chodzi o to, żeby rodzice coraz lepiej organizowali dziecku życie wokół jego trudności. Chodzi o to, żeby umieli być przy dziecku w taki sposób, który uruchamia rozwój, a nie urządza dziecko w jego ograniczeniu. Można wychować dziecko do sprawnego korzystania ze wsparcia. Ale można też wychować je do tego, żeby coraz mniej tego wsparcia potrzebowało.
I nie chcę powiedzieć, że korzystanie ze wsparcia nie jest ważne. Jest. Jednak uważam, że nie powinno stawać się centrum myślenia o dziecku. Bo wtedy bardzo łatwo przejść od rozumienia trudności do budowania wokół niej całej tożsamości i oczekiwania, że otoczenie będzie przede wszystkim dopasowywać się do niej.
Dla mnie jako osoby pracującej z rodziną chodzi raczej o coś odwrotnego. Kiedy widzimy trudność u dziecka, najważniejsze pytanie nie powinno brzmieć: co my teraz z tym zrobimy? Tylko: jak ty (dziecko) tego doświadczasz? I co zamierzasz z tym zrobić?
Nie: co my zrobimy z twoją trudnością. Tylko: jak ty chcesz się wobec niej ustawić. Do takiej postawy prowadzę rodziców w programach cmentoringowych – tutaj
Dziecko dostaje wtedy szansę, by wejść w relację ze swoją trudnością. Nie z pozycji tego, co przeżywa rodzic. Nie z pozycji tego, co według rodzica będzie dobrym działaniem. Tylko z własnego miejsca.
W takiej postawie dziecka rozwija się sprawczość:
- Wytrzymywanie napięcia.
- Branie odpowiedzialności.
- Tolerancja frustracji.
- Samodzielne organizowanie się.
- To proste, ważne doświadczenie: nie chce mi się, ale robię.
To łatwo zgubić, kiedy mylimy pomoc z wyręczaniem dziecka. Pomoc nie zawsze polega na tym, żeby dziecku zrobić lżej. Pomoc częściej polega na tym, żeby nie organizować świata wokół jego trudności, tylko dać mu szansę rozwinąć się tak, by ta trudność przestała rządzić jego życiem.

Poznaj progrma mentoringowy, który zrewolucjonizował życie setek rodzin.
Jeśli chcesz zacząć wspierać rozwój dziecka i przestać opierać się na popularnych, ale powierzchownych wskazówkach, w tym programie się tego nauczysz.






0 komentarzy