Kwiaty nie rosną w cukrze pudrze

W zeszłym tygodniu przeczytałam książkę, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Inspiracją do napisania tego wpisu, jest metafora, którą w niej przeczytałam i którą bardzo chciałabym się dzisiaj z Wami podzielić:

Shouldn’t Flowers Bloom in Powered Sugar?

 „Bad Therapy. Why the kids aren’t growing up”

Abigail Shrier

W wolnym tłumaczeniu oznacza to – czy kwiaty nie powinny kwitnąć w cukrze pudrze?

No właśnie!

Zachłyśnięci świadomością, do której zaprosił nas współczesny świat rodzicielstwa, rodzice starają się dać dzieciom to, czego zabrakło w ich dzieciństwie. 

Na olbrzymią skalę i z olbrzymim zaangażowaniem eliminują ze swoich reakcji to, co źle wspominają z własnego dzieciństwa – krzyk, awantury, przemoc.

Rezygnują z siebie, by każdą chwilę spędzić w sposób, którego domaga się dziecko. 

  • Dopiero jak znajdę dla niego/niej opiekę (babcia, drugi rodzic) lub jakąś atrakcję (plac zabaw, kulki, towarzystwo innych dzieci, itp) to mam chwilę dla siebie lub na jakieś obowiązki. Jak tych alternatyw nie ma, to przecież muszę się z nim bawić, specjaliści trąbią, jak ważna w rozwoju dzieci jest zabawa – z przekonaniem mówią rodzice.

Uczą się specjalnych sposobów komunikacji, by oszczędzić dziecku odrzucenia i rozczarowania, które pamiętają jak przywołują wspomnienia, w których rodzice mówili do nich – nie, bo ja tak mówię.

Są na każde zawołanie dzieckaco mi szkodzi go zawieźć i tak nie mam nic ciekawszego do roboty.

Towarzyszą w większości aktywności, bo specjaliści mówią, że jeśli ich nie będzie przy dziecku, kiedy ono jest małe, to dziecko nie będzie chciało się im zwierzać, jeść z nimi posiłków i zapraszać do swojego świata jak trochę dorośnie.

Nie przestają do dzieci mówić, poznawać ich zdania i podejmować decyzji w oparciu o to, co one mówią – no dobrze chcesz iść tą drogą, to pójdziemy właśnie tędy. 

* Im więcej dzieci w domu tym większy problem, by jakoś się w tym odnaleźć.

Nie przestają monitorować stanu emocjonalnego swoich dzieci, bo specjaliści mówią, że tego zabrakło w naszym dzieciństwie, więc pragną zapewnić to swoim dzieciom. Wykańcza ich ta aktywność i powoduje lęk, mimo to dzielnie rozpoznają i nazywają smutek oraz inne trudne emocje. 

Rezygnują ze swoich aktywności, bo kolejną informacją, którą karmią ich specjaliści, jest że dziecko potrzebuje towarzysza, który uchroni je przed samotnym doświadczaniem nieprzyjemnych emocji.

Monitorują, kontrolują i są w ciągłej gotowości, by wkraczać, kiedy frustracja zbliża się do pomarańczowego pola. Specjaliści edukują, że to ostatni moment, w którym można zapobiec eksplozji. W tym celu…

… rozpoznają, nazywają i zaspokajają potrzeby – coś mi się zdaje, że jesteś głodny, bo się tak złościsz na brata, choć zjesz coś.

Wkładają masę energii, by ich dzieciom niczego nie brakowało i żeby nie doświadczały najmniejszego wykluczenia z powodu braku rzeczy, którą posiada inne dziecko – nie mamy za bardzo kasy, ale wszystkie dzieci mają przyjęcia urodzinowe, ona też musi mieć.

Rezygnują z tego, co sprawia im (dorosłym) frajdę, by dziecko na pewno czuło się ważne i kochane – chcesz już wrócić do domu, bo u cioci nie ma trampoliny. Dobrze za 15 minutek pójdziemy do domu, tak? Dokończę pić kawę i pójdziemy, zgadzasz się?

Na zewnątrz cukier i słodycz, a pod spodem rosnące zmęczenie, SZTUCZNOŚĆ, lęk, frustracja, wypalenie i manipulacja.

My wychowani na emocjonalnej pustyni z powodu niedostępności naszych rodziców, staramy się dzisiaj rozsypywać wokół cukier puder, w którym kwiaty niestety nie rosną.

Możemy temu zaprzeczać. Możemy uciekać od rozmowy o tym, co dzieje się dzisiaj z dziećmi i młodzieżą i zrzucać winę na tych, którzy nadal stosują metody autorytarne, ALE FAKTY SĄ TAKIE, ŻE ERA TERAPEUTYCZNO-PSYCHOLOGICZNEGO RODZICIELSTWA nie przeszła próby czasu.

Na emocjonalnej pustyni jest więcej życia niż w cukierniczce!

 

Specjaliści, którzy wtargnęli miedzy rodziców i dzieci to w przeważającej większości psychologowie, którzy owszem mogą w ten sztuczny sposób mówić do dzieci, z którymi pracują, ale rodzice nie powinni używać tych zwrotów. 

Kiedy dziecko do nich trafi, muszą w uważności na nie spędzić czas w gabinecie, bo za to im płacą. Jednak rola rodzica polegać powinna na czymś zupełnie innym. Bazą relacji rodzic- dziecko powinna być AUTENTYCZNOŚĆ. Im mniej autentyczności tym więcej dzieci w gabinetach i kółko się zamyka.

 

Czy to oznacza, że powinniśmy wrócić do metod naszych rodziców?

Oczywiście, że NIE!

Jednak czy nam się to podoba, czy nie, potrzebujemy dostrzec, że to, czego potrzebują dzieci, znajduje się pomiędzy jedną i drugą skrajnością.

Podłoże na bazie ziemi to jest to, czego potrzebują nasze dzieci. Ziemia, kamienie, od czasu do czasu nawet smród nawozu, w takiej mieszance wzrastają kwiaty, których najdrobniejsza trudność nie zdmuchuje  w otchłań lęku, strachu i braku sprawczości.

Z dużym zaangażowaniem tworzę newsletter, podcast, czytelnię oraz treści w socjalmediach.  

Ciągle uczę się czegoś nowego, inwestuję w rozwój swoich umiejętności i wiedzy, bo chcę, żeby to, co Ci daję – teksty, refleksje, inspiracje – miało prawdziwą wartość.
Jeśli moje treści są dla Ciebie ważne, coś w Tobie poruszają albo po prostu sprawiają, że dzień staje się choć odrobinę lepszy – możesz postawić mi kawę.

Każde wsparcie to dla mnie nie tylko ogromna motywacja, ale też sposób, by móc realnie utrzymywać się z tego, co kocham robić. Dziękuję.

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Czy warto oczekiwać, że dziecko zje posiłek przy stole?

Czy warto oczekiwać, że dziecko zje posiłek przy stole?

Czy warto oczekiwać od dziecka, że zje posiłek przy stole Wyobraźmy sobie taką scenę. Rodzina przy stole. Dziecko bierze kęs, po czym wstaje i odbiegа. Po chwili wraca, gryzie kolejny kęs, znowu znika. Rodzice bez sprzeciwu pozwalają dziecku na takie zachowanie. Są...

czytaj dalej
W rodzicielstwie nie chodzi o właściwe zdania

W rodzicielstwie nie chodzi o właściwe zdania

Czasami wsparcie utrwala trudność Możesz mówić wszystkie właściwe zdania i nadal budować z dzieckiem relację opartą na grze. To jest jeden z powodów, dla których tak wielu rodziców ma poczucie, że niby już tyle się nauczyli, a w domu wciąż niewiele się zmienia. Brzmią...

czytaj dalej
Diagnoza to nie tożsamość

Diagnoza to nie tożsamość

Czasami wsparcie utrwala trudność Dzisiaj poruszę temat diagnoz z nieco innej perspektywy - nas dorosłych. Wydaje mi się to ważne w kontekście naszych dzieci, ponieważ jakby nie patrzeć wychowujemy je do dorosłości...  Będzie długo i niestety myślę, że może nie być...

czytaj dalej
Kiedy wsparcie utrwala trudność

Kiedy wsparcie utrwala trudność

Czasami wsparcie utrwala trudność Można wychować dziecko do sprawnego korzystania ze wsparcia. Ale można też wychować je do tego, żeby coraz mniej tego wsparcia potrzebowało.   Czytam właśnie książkę Watzlawicka "Jak być nieszczęśliwym" i zatrzymał mnie jeden...

czytaj dalej
Co wspiera rozwój dzieci?

Co wspiera rozwój dzieci?

Rozwój dziecka - nie wystarczy mówić o układzie nerwowym Coraz więcej rodzicielskich wskazówek opakowuje się dziś w język neuronauki i to coraz częściej mnie zatrzymuje. Nie dlatego, że mam problem z nauką. Tylko dlatego, że wiedza może prowadzić w zupełnie różne...

czytaj dalej
error: Nie kopiuj!