Działania edukacyjne w obszarze emocji stają się normą w szkołach, przedszkolach, domach i innych miejscach, w których przebywają dzieci.

  • Treningi umiejętności społecznych
  • Zajęcia rozwijające kompetencje społeczno-emocjonalne
  • Edukacja rodziców w temacie dziecięcych emocji
  • Powielanie technik i metod wychowawczych, które bazują i skupiają się na dziecięcych emocjach.

To wszystko działania podejmowane wobec naszych dzieci przez pedagogów i psychologów szkolnych, którzy dodatkowo instruują nas rodziców w tym obszarze.

Trudno chyba dzisiaj znaleźć szkołę, w której nie prowadzi się takich zajęć na godzinach wychowawczych oraz w ramach zastępstw. Prym wiodą placówki prywatne, ale w szkołach systemowych również coraz częściej wdraża się takie działania.

Niestety coraz trudniej (szczególnie w mojej bańce) znaleźć rodziców, którzy nie „fiksują” się na emocjach swoich dzieci.

Zanim przejdę dalej, chciałabym w tym miejscu wprowadzić pewne rozróżnienie, żeby to o czym dzisiaj napiszę nie budziło lub budziło mniejsze kontrowersje.

 

Wiedza o świecie emocjonalnym człowieka jest naszym dzieciom potrzebna. Potrzebują oni rozumieć swoje emocje, a my dorośli powinniśmy być dla nich przewodnikami po tym świecie.

Jednak między wiedzą i przewodzeniem dzieciom w tym obszarze, a „nadużywaniem” ich, jest cienka granica, którą my zdajemy się przekraczać coraz częściej.

 

Gdzie leży ta cienka granica?

Zajęcia podczas których pedagog/psycholog na poziomie ogólnym zaprasza dzieci do świata emocji, opowiadając o emocjach, a nawet prosząc, by w ramach własnego doświadczenia, przypomniały sobie jakieś wydarzenie, które wiązało się z intensywniejszą reakcją emocjonalną, wydają mi się stosunkowo nieszkodliwe i zasadne.

Jednak to, co współczesny świat proponuje dzieciom ponad tę edukację budzi moje zastrzeżenia, o których dzisiaj napiszę.

Jeśli pedagog/psycholog na zajęciach prosi dzieci, by opowiedziały o swoim emocjonalnym doświadczeniu, to widzę to jako przekroczenie wspomnianej cienkiej granicy.

Jeśli pedagog/psycholog wykorzystuje opowieść dziecka do zobrazowania pozostałym uczniom tego, jak działają emocje, to widzę to, jako przekroczenie wspomnianej cienkiej granicy.

Jeśli w szkołach wprowadza się regularne zajęcia społeczno-emocjonalne, to widzę to jako przekroczenie wspomnianej cienkiej granicy.

Pewnie spytacie – dlaczego?

Odpowiedź jest wielowątkowa i trudno w tej krótkiej formie o pełne wyjaśnienie, dlatego w tym liście skupię się na tym, co mnie niepokoi przede wszystkim.

 

Dzieci są poprzez takie działania zachęcane do odsłaniania się, które im nie służy.

Przykład:

Babcia Jasia zachorowała i cała rodzina obawia się najgorszego. Atmosfera w domu jest napięta i wyjątkowo trudna. Mama płacze po kątach i częściej kłóci się z tatą. Jaś bardzo kocha swoją babcię i nie wyobraża sobie, że miałoby jej zabraknąć.

W szkole Jaś zachowuje się bardzo różnie – jednego dnia jest radosny, uśmiechnięty i w pełnym kontakcie z kolegami. Drugiego dnia jest wycofany, opryskliwy i zamknięty w sobie. Nauczyciel zauważa, że to do niego niepodobne. Koledzy również nie rozumieją tego zachowania, ponieważ wcześniej nie mieli okazji, poznać tej strony swojego kolegi.

Jeśli w szkole prowadzone są zajęcia społeczno-emocjonalne może zdarzyć się sytuacja, że Jasiu zmotywowany atmosferą na takich zajęciach, podzieli się z klasą informacją, o tym, co obecnie dzieje się w jego życiu. Wzbudzi tą opowieścią to, czego MY DOROŚLI CZĘSTO OD TAKICH ZAJĘĆ OCZEKUJEMY – empatię i zrozumienie innych dzieci w klasie, które znając sytuację kolegi otoczą go większą troską i zrozumieniem. 

W przypływie chwili, ujawni to, czego nie ujawniłby w innych okolicznościach. Współcześnie wielu dorosłych postrzega takie działania jako pozytywne, ponieważ wydaje nam się, że takie sytuacje uwalniają nas od emocji, które w innych okolicznościach dusilibyśmy w środku.

Narracja współczesnego świata psychologii jest taka, że takie otwarte rozmawianie o emocjach, służy naszym dzieciom. Przekonuje się rodziców, że tego zabrakło w naszym dzieciństwie. 

To zbyt duże uproszczenie, by mogło wyjść na dobre naszym dzieciom. Potrzebujemy spojrzeć głębiej, by zaproponować dzieciom alternatywę, a nie przeciwieństwo do metod stosowanych „za naszych czasów”, ponieważ przeciwieństwa przynoszą ten sam efekt.

Tym, co umyka nam przede wszystkim, jest fakt, że odsłonięcie w takich okolicznościach wiąże się dla dziecka z tym, że od teraz funkcjonuje ono już tylko w perspektywie choroby ukochanej babci.

  • Atmosfera w domu, jest nią przesiąknięta.
  • Koledzy w szkole patrzą przez ten pryzmat i albo są NADuprzejmi, albo w momentach konfliktowych coś tam pod wpływem trudnych emocji w temacie babci dopieką.
  • Koledzy i nauczyciele są ciekawi, jak sprawa babci się rozwija i choć nie zawsze pytają wprost, ich spojrzenia zdradzają pytania, które im towarzyszą.
  • Nawet jeśli w rzeczywistości im nie towarzyszą, to Jasiu czuje się postrzegany przez pryzmat ujawnionej informacji.
  • Kiedy Jaś pokłóci się z kolegą i zachowa w sposób do niego wcześniej niepodobny, wszyscy wokół tłumaczą, że to efekt sytuacji z babcią i albo nie reagują, albo reagują, uwzględniając ten kontekst.

Szkoła to nie jest miejsce, które powinno promować taki emocjonalny ekshibicjonizm. Tak samo, jak nie jest takim miejscem zakład pracy. To są miejsca, do których przychodzimy w pewnym celu, który wymaga od nas odizolowania się od tego, co nam towarzyszy w innych obszarach naszego życia i ta konieczność odizolowania się działa na naszą korzyść.

Przed zajęciami, podczas których Jaś ujawnił swoją sytuację, mógł on zamknąć za drzwiami swojego domu to, z czym się mierzy. Na kilka godzin zapomnieć i zamiast karmić się strachem o babcię, oddać się zabawie z resztą dzieci, które nie mając pojęcia, co się dzieje, traktowały go „normalnie”. 

Mógł łapać niezbędny dystans.

Mógł nieświadomie posiłkować się mechanizmami obronnymi, które MY DOROŚLI postrzegamy często jako szkodliwe, jednak zapominamy przy tym, że one pozwoliły nam przeżyć i tą samą funkcję pełnią w życiu naszych dzieci.

Współczesny świat nawołuje, że potrzebujemy być w ciągłym kontakcie z emocjami, ale to nieprawda. Takie bycie w ciągłym kontakcie z emocjami jest po pierwsze niemożliwe. Po drugie nawet gdyby komukolwiek się udało, nie prowadziłoby to do niczego dobrego. Mechanizmy obronne działają na naszą korzyść i zanim Jaś ujawnił w szkole swoją sytuację, one doskonale spełniały swoje zdanie, pozwalając mu złapać oddech i na kilka godzin dystansować się od sytuacji, której doświadcza.

Wbrew temu, do czego nawołuje współczesny świat psychologii, dzieci potrzebują wykształcać w sobie umiejętność odcinania się od trudnych emocji. 

  • Wyobrażacie sobie lekarza, który nie umie odciąć się od swojego obrzydzenia?
  • Wyobrażacie sobie nauczyciela/sekretarkę/dyrektora/pracownika produkcji/kierowcę/kucharza/malarza/aktora, który nie umie odciąć się od rozpaczy po stracie ukochanej osoby?
  • Wyobrażacie sobie strażaka, który nie umie odciąć się od swojego strachu?

 

Mechanizmy obronne człowieka potrzebują móc dojrzewać i ma to miejsce na przykład wtedy, kiedy dziecko, którego babcia ciężko choruje, idzie do szkoły. 

Jaś, dopóki nie osłonił siebie, mógł w szkole „odcinać” się od tego, co działo się w domu i to działało na jego korzyść. Trenował w ten sposób samoregulację emocji. Ujawnienie swojej sytuacji i zwrócenie uwagi większość na to, co przeżywa, mocno ograniczyło mu możliwość samoregulowania się i tym samym „skazało” go na bycie w ciągłym kontakcie z trudną sytuacją, której doświadcza.

 

Nie tędy droga. W naszym dzieciństwie zabrakło czegoś innego. Potrzebujemy głębszego zrozumienia zjawiska relacji, w której dzieci mają szansę bezpiecznie doświadczać siebie, bez konieczności ryzykownego odsłaniania się.

 

Myślę, że w tym momencie macie już o czym myśleć i że to wystarczy, by Was zaprosić do poprzyglądania się temu tematowi. Nie będę go dzisiaj bardziej rozwijać, ale wrócę do tematu w kolejnych tygodniach i napiszę:

Dlaczego wyznanie Jasia nie służy pozostałym dzieciom w kasie/szkole?

Jaki to ma związek z lękiem?

O ważnych aspektach relacji – intymności, prywatności – które nie mają niczego wspólnego z ekshibicjonizmem emocjonalnym.

 

Zapoznaj się z promocyjną ofertą:

Te dzieci potrzebują nas najbardziej

Dzisiaj do historii Moniki, Jasia i Justyny (których poznaliście w tych wpisach: 1. Ekshibicjonizm emocjonalny nie służy dzieciom, 2. Skąd wiadomo, że dzieciom nie służy to, co im proponujemy?) dołożę historie Krzyśka i Weroniki, którzy chodzą z Jasiem do klasy i...

Skąd wiadomo, że dzieciom nie służy to, co im proponujemy?

Tak jak  TUTAJ wspomniałam, dzisiaj dołożę kolejną cegiełkę do tematu zajęć społeczno-emocjonalnych prowadzonych w szkołach. Pragnę Was tym samym zaprosić do uważniejszego przyglądania się temu obszarowi "wspierania (?)" dzieci, ponieważ mam często wrażenie, że umyka...

Kwiaty nie rosną w cukrze pudrze

W zeszłym tygodniu przeczytałam książkę, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Inspiracją do napisania tego wpisu, jest metafora, którą w niej przeczytałam i którą bardzo chciałabym się dzisiaj z Wami podzielić: Shouldn’t Flowers Bloom in Powered Sugar?  "Bad...

Kiedy nasz(a) partner(ka) kłóci się z dzieckiem

Wokół jednogłośności rodziców urosło wiele mitów, z którymi jako rodzice nie bardzo wiemy, co zrobić. Stanąć w obronie drugiego rodzica, czy nie stawać? Poprzeć dziecko, czy wtedy podważę autorytet drugiego rodzica? Przyznać się, że mam w danym temacie inne zdanie,...

Czy normalizacja i oswajanie to na pewno właściwy kierunek

Opowiem Wam dzisiaj dwie historie. Obie prawdziwe. Jedna złożona z wielu. Wiem, że poruszam tymi historiami bardzo delikatny i drażliwy temat. Wiem też, że tego chcę, ponieważ uważam, że od odwagi zaglądania tam, gdzie niewygodnie, zależy, czy zatrzymamy ten...

Sprawdź, czy też popełniasz ten błąd

Współczesny świat rodzicielstwa ofiarowuje rodzicom to, do czego poprzednie pokolenia nie miały dostępu - szerokopojętą wiedzę na temat rozwoju dzieci. Nigdy dotąd nie mówiło się o potrzebach dzieci ani o ich podmiotowości. Wiedza płynie do współczesnych rodziców z...

Kontrola nie buduje zaufania

W naszej kulturze powszechnymi powiedzeniami są: - zaufanie, jest dobre, ale kontrola jeszcze lepsza. - kontrola najwyższą formą zaufania. W myśl których, jeśli zależy nam, by dziecko zachowywało się w oczekiwany przez nas sposób, potrzebujemy tego dopilnować,...
error: Nie kopiuj!