Chodzi o to, by zdrowieć

W mojej pracy inspirowania do spojrzenia na relację rodzic-dziecko z innej niż dotychczas perspektywy, najtrudniejsze jest zaproszenie rodziców do porzucenia chęci nauki nowych rodzicielskich umiejętności.

Tak bardzo jesteśmy przekonane, że chodzi o to, by się czegoś nauczyć, że często trudno nam dopuścić do świadomości fakt, że chodzi o zmianę w nas, a nie o umiejętności.

  • Będę lepszym rodzicem od swoich rodziców.
  • Dam dzieciom to, czego nie dostałam.
  • Nie popełnię błędów swoich rodziców.

To częste zdania, które stoją u progu naszych rodzicielskich starań, by zapewnić dzieciom wszystko to, na co zasługują. Podążając w kierunku realizacji tych wyobrażeń, korzystamy z dobrodziejstw współczesnego świata. Uczymy się, jak być dobrą mamą i zupełnie gubimy fakt, że zdrowe relacje rodzinne to relacje, które często potrzebują wzrastać na tym, co nie było w pełni zdrowe. Zranienia, których w relacjach z własnymi rodzicami doświadczałyśmy, nieobecność emocjonalne rodziców, poczucie odrzucenia i osamotnienia, głód, nadużycia, przemoc, to wszystko jest częścią naszego doświadczenia, którego nie da się ignorować bez końca, ucząc się nowych umiejętności i poznając nowe metody wychowawcze.

Nadmierne inwestowanie energii w naukę umiejętności wychowawczych jest często wynikiem poszukiwania odpowiedzi na pytanie – jak żyć, nie dotykając tych miejsc, które krwawią?

Odpowiem wprost – nie da się.

W rodzicielstwie bardzo trudno uniknąć spotkania ze swoją przeszłością.

Jeśli jako rodzice potrafimy stanąć oko z oko z prawdą, że to, czego zabrakło w naszym dzieciństwie, nie jest tym, czego potrzebują nasze dzieci, to mamy szansę zacząć zdrowieć.

  • Jeśli doświadczyłaś głodu, nie zapewniasz dzieciom tego, czego potrzebują, karmiąc je, by uczucie głodu było im zupełnie obce.
  • Jeśli doświadczyłaś nieobecności rodziców, nie zapewniasz dziecku tego, czego ono potrzebuje, spędzając z nim każdą chwilę.
  • Jeśli doświadczyłaś przemocy, nie zapewniasz dziecku tego, czego ono potrzebuje, chroniąc je przed najmniejszymi przejawami przemocy oraz agresji.
  • Jeśli doświadczyłaś odrzucenia, nie zapewniasz dziecku tego, czego ono potrzebuje, będąc dostępną na każde jego zawołanie.

Nadaktywność i nadopiekuńczość w relacji z dzieckiem, jest często wynikiem uciekania od spotkania ze sobą – skrzywdzoną, zranioną, opuszczoną, odrzuconą i samotną. Starając się chronić dziecko przed doświadczaniem tych emocji/stanów, tak naprawdę chronimy przed tym doświadczeniem siebie.

Bez względu na to, jak bardzo będziemy się starać i ile wysiłku w to włożymy, NASZE DZIECI NA PEWNO doświadczą w życiu samotności i odrzucenia. Od tego, czy w relacji z nami miały szansę ich doświadczyć w sposób bezpieczny i niezagrażający, będzie zależało to, jak będą tych chwil doświadczały w dorosłości.

Nie unikną głodu, agresji ani przemocy, którą potrafimy jako ludzie kamuflować z mistrzowską precyzją. By i one nie złamały naszych dzieci, potrzebują doświadczać ich w relacji z nami w sposób bezpieczny i niezagrażający.

Pewnie pojawia się teraz w Tobie pytanie, na czym to bezpieczne i niezagrażające doświadczenie polega?

Bezpiecznie i niezagrażająco jest wtedy, kiedy:

1. rodzic stwarza przestrzeń do tego, by emocje dziecka wybrzmiały,

2. między rodzicem a dzieckiem dochodzi do dostrojenia emocjonalnego. 


We współczesnym świecie dużo mówi się o emocjach
i o tym, jak ważną rolę pełnią one w naszym życiu. Zachęca się nas do ich eksplorowania, poznawania oraz doświadczania i na poziomie teoretycznym, trudno się  do czegokolwiek przyczepić. Rzeczywiście tego dokładnie wymaga świat uczuć i emocji.

Niestety od strony praktycznej nie wygląda to już tak kolorowo i wiele z tego, co na poziomie teoretycznym brzmi świetnie w praktyce w relacji rodzic-dziecko, spotyka się z proponowanym rodzicom na ogromną skalę metodom i strategiom na przykład radzenia sobie z emocjami. 

Pytanie, którego chyba nigdy nie przestanę sobie zadawać – skąd wziął się pomysł, że dzieci nie radzą sobie z emocjami? Według mnie radzą sobie doskonale i są świetne w wyrażaniu tego, co czują. Jeśli porzucimy strategie i metody, których z tak dużym zaangażowaniem się uczymy, spełnimy pierwszy z powyższych dwóch punktów stwarzania dzieciom przestrzeni do wyrażania uczuć w sposób bezpieczny i niezagrażający.

 

Z drugim punktem jest nieco trudniej, ponieważ on wymaga od nas – porzucenia przekonania, że rodzicielstwa można się nauczyć, jak jazdy na rowerze, gotowania lub prowadzenia śmigłowca. 

No nie.

To znaczy owszem, można, co potwierdzają współcześni rodzice, jednak potrzebujemy wtedy być świadomi kosztu, którego może nie udać nam się uniknąć.

Kiedy skupiamy się na nauce bycia rodzicem i poprzestajemy 
na wdrażaniu metod wychowawczych, narażamy się na to, że:

  • zachowanie dziecka zacznie się pogarszać i na przestrzeni lat pojawi się nadmierna agresja lub autoagresja,
  • zaczniemy chorować my lub/i dzieci
  • zaczniemy doświadczać wypalenia macierzyńskiego.

I tutaj dochodzimy do najistotniejszej kwestii w kontekście dzisiejszego listu

Jeśli jest w nas przekonanie, że w rodzicielstwie chodzi o umiejętności, to będziemy wdrażać do swoich relacji to, do czego zachęcają edukatorzy.

Przykład 

 Jeśli na jakimś szkoleniu usłyszymy, że trzeba dzieciom pozwalać płakać, pozwolimy mu płakać i będziemy przekonani, że dziecko tego potrzebuje.

Możemy jednak nie zauważyć wtedy, co NAM robi stosowanie się do takich wskazówek.

A robi nam baaaaardzo dużo!

# Od rodziców, z którymi pracuję, którzy trafiają do mnie często bardzo wyedukowani w temacie rodzicielstwa, słyszę czasami takie historie, że dziecko, które płacze budzi w nich radość, bo oni nie mogli płakać, więc niech ich dziecko płacze do woli.

# Albo w bardzo racjonalny i rzeczowy sposób opowiadają, jak zupełnie niczego w nich nie porusza ich płaczące, smucące się lub złoszczące się dziecko, bo oni doskonale wiedzą, jak to jest ważne, by nie blokować u dzieci tych emocji.

A na moje pytania – co Państwo czują, kiedy dziecko się tak zachowuje? – odpowiadają spojrzeniem wyrażającym niezrozumienie, o co pytam lub stwierdzeniem, że niczego nie czują prócz satysfakcji. Ich ciało, mimika twarzy i gesty jednak często zdradzają, obojętność, która informuje, jak bardzo odcinają się w tych sytuacjach od siebie i w związku z tym, nie są również w relacji z dzieckiem. To z czym przychodzą, również zdradza do czego prowadzi takie zadaniowe stosowanie się do wskazówek współczesnego świata – depresja dziecka/rodzica, agresja/autoagresja dziecka, uzależnienia rodzica/dziecka, odmowa chodzenia do szkoły, itp.

Dzieci potrzebują móc dostroić się emocjonalnie do rodziców, a to oznacza, że rodzice nie mogą być w takich sytuacjach odcięci od swoich emocji.

Tymczasem obojętność jest efektem odcięcia, tak samo jak radość, która jest w wielu takich sytuacjach efektem racjonalnego rozumienia sytuacji.

Podążanie za umiejętnościami wychowawczymi to tylko część drogi, którą potrzebujemy pokonać. Drugim etapem tej podróży jest docieranie wgłąb tego, co nosimy w sobie i przeżywanie tego, czego dotąd nie udało nam się w sobie przeżyć we wspomniany bezpieczny sposób.

 To o nas tu chodzi, a nie o nasze dzieci.

 To nasza wewnętrzna przemiana jest kluczowa, a nie to, co wdrożymy z poziomu umiejętności. Kiedy ktoś dzieli się z nami swoim doświadczeniem i tym, jak on radzi sobie w relacji z dziećmi, inspirujmy się tym, co mówi, ale nie zapominajmy, że każdy z nas wnosi do relacji doświadczenia swojego dzieciństwa, których nie powinniśmy pomijać..

To bardzo ważne, by ich nie pominąć.

  • Kiedy prowadzę szkolenia stacjonarne otwarcie mówię, żebyście od razu nie wdrażali tego, o czym mówię, bo to potrzebuje w Was dojrzeć emocjonalnie, czyli spotkać się ze wspomnieniami z Waszego dzieciństwa.
  • Kiedy zapraszam Was do udziału w szkoleniach, które prowadzę, zapraszam Was jednocześnie do udziału w grupach mentoringowych, terapeutycznych, konsultacji, nie po to, by zwiększyć cenę oferowanego produktu, tylko żeby w tym, co będziecie poznawać, uwzględnić to, co wnosicie do relacji ze swoim dzieckiem.

Internet prześciga się od oferowania rodzicom kursów za kilkadziesiąt złotych, które są wypełnione treściami, które wierzę, że minimum ich twórcom pomogły. Jednak jeśli kurs oprócz metod wychowawczych nawet najskuteczniejszych na świecie, nie zaprasza do uwzględniania tego, co wnosimy do relacji na poziomie emocjonalnym, to jednak zapraszałabym Was do ostrożności. Połączcie go wtedy z terapią własną lub jakąś grupową formą wsparcia.

 

Wzrastanie na tym, co nie było w pełni zdrowe wymaga uwzględniania tego, co wnosimy do relacji.

Z dużym zaangażowaniem tworzę newsletter, podcast, czytelnię oraz treści w socjalmediach.  

Ciągle uczę się czegoś nowego, inwestuję w rozwój swoich umiejętności i wiedzy, bo chcę, żeby to, co Ci daję – teksty, refleksje, inspiracje – miało prawdziwą wartość.
Jeśli moje treści są dla Ciebie ważne, coś w Tobie poruszają albo po prostu sprawiają, że dzień staje się choć odrobinę lepszy – możesz postawić mi kawę.

Każde wsparcie to dla mnie nie tylko ogromna motywacja, ale też sposób, by móc realnie utrzymywać się z tego, co kocham robić. Dziękuję.

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

W rodzicielstwie nie chodzi o właściwe zdania

W rodzicielstwie nie chodzi o właściwe zdania

Czasami wsparcie utrwala trudność Możesz mówić wszystkie właściwe zdania i nadal budować z dzieckiem relację opartą na grze. To jest jeden z powodów, dla których tak wielu rodziców ma poczucie, że niby już tyle się nauczyli, a w domu wciąż niewiele się zmienia. Brzmią...

czytaj dalej
Diagnoza to nie tożsamość

Diagnoza to nie tożsamość

Czasami wsparcie utrwala trudność Dzisiaj poruszę temat diagnoz z nieco innej perspektywy - nas dorosłych. Wydaje mi się to ważne w kontekście naszych dzieci, ponieważ jakby nie patrzeć wychowujemy je do dorosłości...  Będzie długo i niestety myślę, że może nie być...

czytaj dalej
Kiedy wsparcie utrwala trudność

Kiedy wsparcie utrwala trudność

Czasami wsparcie utrwala trudność Można wychować dziecko do sprawnego korzystania ze wsparcia. Ale można też wychować je do tego, żeby coraz mniej tego wsparcia potrzebowało.   Czytam właśnie książkę Watzlawicka "Jak być nieszczęśliwym" i zatrzymał mnie jeden...

czytaj dalej
Co wspiera rozwój dzieci?

Co wspiera rozwój dzieci?

Rozwój dziecka - nie wystarczy mówić o układzie nerwowym Coraz więcej rodzicielskich wskazówek opakowuje się dziś w język neuronauki i to coraz częściej mnie zatrzymuje. Nie dlatego, że mam problem z nauką. Tylko dlatego, że wiedza może prowadzić w zupełnie różne...

czytaj dalej
Krzyk w rodzicielstwie – efekt jojo

Krzyk w rodzicielstwie – efekt jojo

Krzyk w rodzicielstwie 19:12 — dziecko rozlewa kakao. Ty jedziesz na oparach i z Twoich ust znowu wychodzi ton, którego najbardziej u siebie nie znosisz... W tej samej sekundzie wpada Ci do głowy: „Od rana krzyczę… przecież obiecywałam sobie, że nie będę”. I wtedy...

czytaj dalej
error: Nie kopiuj!