
Kontola w przebraniu
W świecie, w którym tak dużo mówi się o szacunku, ciekawości drugiego człowieka i o tym, że jesteśmy różni, łatwo przeoczyć, jak bardzo lubimy kontrolować. Ludzi wokół nas, sytuacje -chcemy, żeby było po naszemu. Zdarza się, że postawę „ma być po mojemu” opakowujemy w wartości, które brzmią bardziej wzniosie niż „chcę cię kontrolować.„
Mamy w sobie głęboko zakorzenioną potrzebę, żeby było po naszemu. Żeby obowiązywały nasze zasady, żeby nasz sposób myślenia o wychowaniu, był tym właściwym. I niestety lubimy to opakowywać w jakąś wznioślej brzmiącą wartość.
Jestem kontrolująca/y zdecydowanie mniej dumnie brzmi niż jestem świadoma/y, mam wiedzę, wiem co jest dobre dla dziecka.
Na szkoleniach w różnych dyskusjach pojawia się wątek jednogłośności. Rodzice odwołują się do niej z dużym przekonaniem, że jednogłośność jest dobra dla dzieci. To przekonanie sprawia, że trudno im dostrzec, że jednogłośność bywa tylko narzędziem, które pozwala nam sprawować kontrolę i jednocześnie nie brać za siebie odpowiedzialności.
Skąd to wiem?
Kiedyś wdawałam się w dyskusje wokół tego zagadnienia. Dzisiaj po prostu zapraszam uczestniczków do tego, żeby zaczęli robić jak drugi rodzic, skoro naprawdę chodzi im o jednogłośność.
Wtedy pojawia się śmiech.
Kiedy jeden rodzic oczekuje od drugiego, żeby zgodził się z nim w kwestii metod wychowawczych, zwykle nie chodzi o wspólny front. W rzeczywistości chodzi o to, że trudno wystać w niewygodzie, kiedy coś wygląda inaczej, niż byśmy chcieli. Gdyby naprawdę chodziło o jednogłośność, można by pójść w drugą stronę – przejąć sposób wychowania drugiego rodzica i przestać szukać sposobów, jak wpłynąć na jego postępowanie.
Jakie kwestie mam na myśli?
- Czy dawać dzieciom słodycze, czy nie dawać?
- Czy pozwalać im grać w gry komupterowe, czy nie pozwalać?
- O której dzieci powinny chodzić spać?
- O której powinny wracać do domu?
- Karać, czy nie karać?
- Wyciągać konsekwencje, czy nie?
- Omawiać awantury, czy nie omawiać?
- Bawić się z dzieckiem i jak to robić?
- Jak mówić?
- Na co się zgadzać?
- Jak odmawiać?
- …
- …
- …
Lista jest właściwie nieskończona.
Kiedy zdejmiemy opakowanie jednogłośności/wspólnego frontu rodziców, wyraźniej widać, że kieruje nami chęć kontroli, tylko rzadko ją tak nazywamy. Mówimy, że zależy nam na dziecku. Że chcemy, żeby miało stabilne środowisko. Że niespójność rodziców je dezorientuje.
Tymczasem spójność, której żądamy, bardzo często wynika z tego, że nie umiemy znieść pojawiającej się w nas niewygody, kiedy nasi bliscy postępują inaczej niż my.
Dorosły odpowiedzialny za siebie – za swoje myśli oraz uczucia – nie wymaga zmiany od innych osób, tylko im o sobie opowiada, licząc się z tym, że oni mają prawo pozostać przy swoim. Odpowiedzialny dorosły umie ustać w niewygodzie, która z tego wynika.
Jeśli powołując się na jednogłośność nie jesteśmy w stanie po prostu zacząć postępować jak osoba, wobec której wysuwamy oczekiwania – to nie jest rozmowa o jednogłośności.
Rozmawiamy wtedy o kontroli i dobrze się z tą prawdą skonfrontować, bo od tego, co z tej konfrontacji wyniknie może zależeć jakość naszych relacji.
__________________________
Jestem bardzo ciekawa, co myślisz po przeczytaniu tego wpisu? Czy pojawia się w Tobie na przykład myśl – „ale jak to się ma do tego, że wiem lepiej,, co jest dobre dla dzieci”, skomentuj, chętnie poczytam.

Poznaj progrma mentoringowy, który zrewolucjonizował życie setek rodzin.
Jeśli chcesz zacząć wspierać rozwój dziecka i przestać opierać się na popularnych, ale powierzchownych wskazówkach, w tym programie się tego nauczysz.






0 komentarzy