
Czy warto oczekiwać od dziecka, że zje posiłek przy stole
Wyobraźmy sobie taką scenę.
Rodzina przy stole. Dziecko bierze kęs, po czym wstaje i odbiegа. Po chwili wraca, gryzie kolejny kęs, znowu znika. Rodzice bez sprzeciwu pozwalają dziecku na takie zachowanie. Są przekonani, że na tym polega świadome rodzicielstwo.
W tej scenie brakuje części, która może mieć wpływ na przyszłość tego dziecka.
„Pozwalanie na takie zachowanie” jest odpowiedzią na to, czego chce dziecko.
Ale tutaj ważne jest też – czego chce rodzic – chodzi o to, by tego nie zgubić.
Mam wrażenie, że część współczesnej edukacji rodziców, mocno skupionej na świadomości rozwoju dziecka, bywa interpretowana w sposób, który osłabia gotowość rodziców do stawiania dzieciom wymagań.
Dzieci potrzebują, by rodzic nie rezygnował z wymagań, tylko ufał, że dziecko potrafi.
Nie chcemy powielać modelów autorytarnych i to jest jasne. Jednak pomiędzy autorytarnym nakazem – nie wstaniesz dopóki nie zjesz, a nadmiernie przyzwalającą postawą, jest obszar do zagospodarowania.
Kiedy rodzic mówi dziecku: „Chcę, żebyś usiadł, zjadł i dopiero wtedy wstał” — nie jest surowy ani staromodny.
To przejaw zaufania. Za tym oczekiwaniem kryje się informacja – wiem, że potrafisz.
Taki rodzic ufa, że dziecko jest w stanie zostać przy stole kilkanaście minut, nawet jeśli nogi chcą biec. Każde dziecko ZASŁUGUJE na takie zaufanie swoich rodziców.
Popularny dzisiaj kierunek nieograniczania swojego ciała, podążania (zawsze i wszędzie) za tym, co ciało komunikuje, niestety nie pozwala dzieciom rozwijać niezbędnych umiejętności. Coraz częściej można spotkać podejście, w którym każda dziecięca trudność w samoregulacji bywa traktowana jako coś, czego nie należy od dziecka oczekiwać.
Zatrzymajmy się tutaj na chwilę, bo to jest ważne rozróżnienie.
Zaufanie to słowo, które rozumiemy jako odpuszczanie. Jako ciche przyzwolenie. Jako: nie będę naciskać, bo wierzę, że samo przyjdzie.
Jednak zaufanie nie wygląda tylko tak.
Zaufanie to równocześnie oczekiwanie.
Kiedy oczekuję od dziecka, że zostanie przy stole, mówię mu tym samym: wiem, że to potrafisz. Natomiast kiedy rezygnuję z oczekiwania – bo (na przykład) słyszałam, że trzylatek nie umie usiedzieć w miejscu – dziecko traci coś bardzo cennego.
Traci przestrzeń, żeby ćwiczyć kompetencję, której będzie potrzebować przez całe życie.
I tu dochodzimy do sedna.
Życie wśród innych ludzi, w ramach norm i zasad społecznych, wymaga umiejętności powstrzymywania własnych impulsów i nie jest to coś, co powinniśmy z wychowania usuwać. Tymczasem w części współczesnych narracji wychowawczych wolność dziecka bywa stawiana wyżej niż oczekiwanie do niego samokontroli.
Kiedy zaczynamy w myśl tego wychowywać dzieci, to niestety one ponoszą tego koszt.
Dziecko powinno nauczyć się siedzenia w miejscu, bo będzie tej umiejętności potrzebowało w dorosłości – w urzędzie, na zebraniu, w rozmowie, w której trzeba dotrwać do końca, nawet gdy już bardzo chce się wyjść.
Tego trudno się nauczyć, jeśli nikt wcześniej tego nie oczekiwał.
Dlatego codzienne „usiądź i zjedz” nawet jeśli kończy się marudzeniem, nawet jeśli nie od razu prowadzi do sukcesu, jest doświadczeniem, którego dziecko potrzebuje.

Poznaj progrma mentoringowy, który zrewolucjonizował życie setek rodzin.
Jeśli chcesz zacząć wspierać rozwój dziecka i przestać opierać się na popularnych, ale powierzchownych wskazówkach, w tym programie się tego nauczysz.






0 komentarzy