
O eksperymencie
Ostatnio rozmawiałam z koleżanką i w tej rozmowie pojawił się eksperyment „mysiej utopii”. W skrócie: w latach 60. naukowiec John Calhoun stworzył dla myszy idealne warunki do życia. Nieograniczone jedzenie, woda, materiały do budowy gniazd. Żadnych drapieżników. Żadnych chorób. Żadnego zagrożenia. Niczym nie zagrożone bezpieczeństwo.
Populacja rosła lawinowo. A potem zaczęło się coś, czego nikt się nie spodziewał.
Samce przestały bronić terytorium. Samice zaniedbywały młode. Część myszy wycofała się całkowicie z życia społecznego – jadły, spały, dbały o futro. Bez agresji, bez rozmnażania, bez celu. Kolonia wymarła. Nie z powodu głodu ani choroby. Z powodu braku wyzwań, zaniku więzi społecznych i chęci do życia.
Calhoun interpretował to jako „drugą śmierć” – utratą sensu i roli w społeczeństwie, która przychodzi, gdy znikają trudności do pokonania.
Choć od myszy w boksie do dzieci daleka droga, to jednak ta rozmowa i ten eksperyment zaprowadziły mnie do refleksji, którymi chciałabym się z dzisiaj z Wami podzielić.
Działania na rzecz zdrowia psychicznego zmieniły to, jak patrzymy na relacje. Zwiększyły naszą świadomość tego, jak to, co dzieje się w relacjach wpływa na nasze życie. Znamy skutki wykluczenia, wiemy, do czego prowadzi przemoc, na którą nie reagujemy. Edukujemy i uwrażliwiamy. Dużo mówi się o tym, że naszym obowiązkiem jest reagować i nie pozwalać na takie zachowania. Wszystko to jest ważną, dobrą zmianą.
Niestety te same działania mogą jednocześnie pozbawiać nasze dzieci czegoś, ważnego.
→ W tym liście skupię się na jednym przykładzie – wykluczenia. Jednak temat usuwania z życia dzieci trudności i „zagrożeń”, jest zdecydowanie szerszy. W ten sam sposób elimunijemy na przykład agresję, interweniujemy w odpowiedzi na zachowania innych dorosłych (nauczycieli, dziadków, drugiego rodzica), które postrzegamy, jako zagrażające.
Przejdźmy do przykładu – dzieci, które nie chcą się bawić z innym dzieckiem.
Dzisiaj dorośli niemal natychmiast widzą w takim zachowaniu wykluczenie i niemal natychmiast wyświetla się w ich głowach film, ze skutkami wykluczenia.
W obawie przed traumą, przed tym, że trudne zdarzenie na zawsze zapisze się we wspomnieniach dziecka, ale także w obawie przed tym, że takie zachowania prowadzą do większych nadużyć, próbujemy zdusić je w zarodku i niestety możemy w ten sposób osiągać przeciwny efekt.
Motyw
Nasze działania podyktowane są troską o dziecko i lękiem. Niestety zarówno troska, jak i lęk bywają złymi doradcami, ponieważ mogą prowadzić do nadmiarowych działań.
Obawiamy się, że brak reakcji będzie oznaczał przyzwolenie i świadczył o zaniedbaniu.
„Odpowiedzialny dorosły interweniuje” – pod tym podpisałaby się większość z nas.
Tymczasem MIĘDZY „NIE CHCEMY SIĘ Z TOBĄ BAWIĆ” A WYKLUCZENIEM, JEST SPORO PRZESTRZENI. Jeśli zagospodarujemy ją nadmierną interwencją dorosłych, możemy przyczynić się do pogorszenia sytuacji dzieci, nie do jej poprawy,
Po pierwsze: dziecku z którym dzieci nie chcą się bawić, odbierzemy szansę zareagowania z miejsca własnej odpowiedzialności. Dziecko nie będzie miało okazji zapytać siebie:
- Co zamierzam z tym zrobić?
- Co ja o tym myślę?
- Czy jakoś przyczyniłam się do tej sytuacji?
- Co mogę zmienić?
To są bardzo ważne pytania, które nadają naszemu życiu sens i pozwalają reagować z miejsca naszego wpływu. Dziecko postrzegane przez dorosłych od razu jako ofiara, nie może ich sobie zadawać, bo nie ma możliwości poczuć, że to, co się dzieje, od niego zależy.
Po drugie: dzieci, które mówią „nie chcę się z tobą bawić”, nie mogą uczyć się dbać o swoje granice, kiedy każde takie zachowanie jest traktowane jako akt przemocy, stawiający ich w roli sprawców i wymagający natychmiastowej interwencji.
Czyli obie strony pozbawiane są WPŁYWU – stąd blisko do zaprzestania bronienia swojego terytorium, wycofania, utracenia kontaktu z własną agresją. Wszystko to w szerokiej perspektywie może prowadzić do zaniku więzi społecznych i chęci do życia.
Pisząc ten list, czuję pewien rodzaj niewygody. Pojawia się we mnie wątpliwość, że moje słowa mogą zostać odczytane jako zgoda na wykluczanie. Bezpieczniej dla mnie byłoby o tym nie mówić. Jednocześnie wiem, że to, co wydaje się bezpieczniejsze, nie zawsze służy nam i naszym dzieciom, dlatego wybieram nie odbierać sobie tego głosu.
To jest dokładnie ta sama niewygoda, do której Was zapraszam takim listem. Kiedy jesteśmy świadkami trudnych zachowań pojawia się lęk – czy brak stanowczej interwencji nie jest przyzwoleniem? Wolimy reagować niepotrzebnie, niż nie zareagować. Temu lękowi trzeba wyjść naprzeciw, żeby nie pozwolić mu podejmować decyzji za nas.
Żyjemy w świecie, który nieustannie karmi nas lękiem. Z każdego miejsca w internecie słyszymy o dramatach, do których dochodzi, bo ktoś nie zareagował w porę, zbagatelizował, nie zauważył. To stawia przed nami trudne pytanie, którym chciałabym zakończyć ten list: jak uwrażliwiać się na zagrożenia i jednocześnie nie reagować na każdą trudność jak na zagrożenie? Bo nadwrażliwość wobec zachowań dzieci prowadzi do dramatów, a nie im przeciwdziała.

Poznaj progrma mentoringowy, który zrewolucjonizował życie setek rodzin.
Jeśli chcesz zacząć wspierać rozwój dziecka i przestać opierać się na popularnych, ale powierzchownych wskazówkach, w tym programie się tego nauczysz.






0 komentarzy