
Czy zmiany w rodzicielstwie naprawdę są takie spektakularne?
Łatwo dzisiaj ulec wrażeniu, że rodzicielstwo zmieniło się spektakularnie w porównaniu z poprzednimi pokoleniami. Tłumaczymy zamiast karać. Pytamy zamiast rozkazywać. Rozmawiamy, słuchamy, a przynajmniej jesteśmy przekonani, że słuchamy. Jednak na głębszym poziomie, tam gdzie leżą założenia relacji rodzic-dziecko, zmiany są często kosmetyczne.
Jedno z najbardzej skostniałych miejsc, widzę w podejściu do dziecięcej odmowy.
Dzieci przez pokolenia nie mogły swobodnie odmawiać rodzicom i niestety nadal nie mogą, choć dziś wygląda to inaczej niż kiedyś.
Kiedyś odmowa dziecka była pacyfikowana wprost: groźbą, karą, wyraźnym komunikatem o tym, kto tu rządzi. Dziś odmowa trafia na arsenał „dobrych rad”: negocjacje, tłumaczenia, techniki motywacyjne, szukanie przyczyny w potrzebach dziecka, pytania o emocje. Wszystko opakowane w troskę i relacyjny język.
Efekt jest jednak ten sam: odmowa nie jest akceptowana. Ona jest postrzegana jako problem, który dorośli muszą rozwiązać.
A kiedy w relacji nie ma miejsca na odmowę pojawia się opór.
Garść teorii
Opór to pojęcie dobrze znane w psychologii i psychoterapii. Różne podejścia podchodzą do niego inaczej i to rozróżnienie ma znaczenie.
W psychoanalizie opór traktowany jest jako przeszkoda: coś, co terapeuta powinien aktywnie pokonywać, by dotrzeć do nieświadomych treści.
W terapii Gestalt celem nie jest pokonanie oporu, tylko uświadomienie go sobie. Kiedy uświadamiamy sobie swój opór, możemy go zaakceptować i z tej akceptacji rodzi się zmiana.
Jeszcze inaczej patrzy na to Terapia Skoncentrowana na Rozwiązaniach – odmawia traktowania oporu jako użytecznej koncepcji. Jeśli klient nie idzie w kierunku, który proponuje terapeuta, to nie jest opór klienta. To informacja zwrotna dla terapeuty, że pyta o coś, czego klient jeszcze nie widzi, albo idzie tam, gdzie klient nie chce się udać.
W TSR opór nie istnieje jako zjawisko po stronie klienta. Istnieje jako informacja o tym, co dzieje się w relacji.
Wracając do relacji rodzinnych.
Uważam, że opór, jak każdy inny mechanizm obronny zasługuje na szacunek. Jeśli ktoś jest uprawniony do tego, żeby go pokonać, to jest to ta sama osoba, która go doświadcza. Nie ktoś z zewnątrz.
JEDNĄ Z PODSTAWOWYCH FUNKCJI OPORU JEST UZYSKAĆ W RELACJI GODNOŚĆ, czyli uznanie dla własnych odczuć, myśli oraz granic.
Tymczasem opór dziecka jest często przez rodziców pokonywany naciskiem, technikami, presją i każde takie działanie, jest ciosem wymierzanym w godność. Nie ma znaczenia, czy stosowane przez rodzica techniki są miękkie, bazują na „życzliwości” i dobrych intencjach, czy opresyjne, ponieważ wszystkie naruszają dziecięcą integralność.
Warunkiem nienaruszania integralności jest to, żeby dziecko samodzielnie decydowało, że chce podjąć działanie, którego oczekuje od niego świat dorosłych. To jest wyzwanie przed którym stoimy jeśli pragniemy dokonywać prawdziwych zmian, czyli na poziomie założeń, a nie tylko zachowań, metod i strategii.
Jednak żeby to było możliwe, trzeba najpierw wiedzieć, z czym mamy do czynienia. Opór dziecka nie zawsze wygląda tak, jak sobie wyobrażamy. Bywa głośny i oczywisty ale bywa też cichy, i niewidoczny.
Mówiąc jeszcze inaczej, pojawia się w relacji w dwóch formach – jawnej oraz ukrytej. Czym jest każda z nich i jak je rozpoznać – o tym mówię w najnowszym odcinku podcastu, do którego Was zapraszam – tutaj
Serdeczności
Kaśka

Poznaj progrma mentoringowy, który zrewolucjonizował życie setek rodzin.
Jeśli chcesz zacząć wspierać rozwój dziecka i przestać opierać się na popularnych, ale powierzchownych wskazówkach, w tym programie się tego nauczysz.






0 komentarzy