Adaptacja przedszkolna

Adaptacja do przedszkola

Dzisiaj napiszę o tym, jak według mnie powinna wyglądać adaptacja przedszkolna. Na czym powinna bazować i co właściwie jest jej celem. 

Mam świadomość że kierunek, który proponuję, nie jest łatwy, bo u jego podstaw leży założenie, że dziecko nie potrzebuje tak dużego zaangażowania rodziców, jakie obserwujemy w tym temacie w ostatnich latach. Dla wielu rodziców to może stanowić wyzwanie, ponieważ skonfrontuje ich z myślą, że dziecko jest gotowe samodzielnie postawić tak ważny krok, jakim jest kilkugodzinna rozłąka z nimi. Tymczasem otaczanie dziecka opieką (także tą nadmiarową) daje nam rodzicom poczucie, że jesteśmy potrzebni. Ja niezmiennie uczę się tego, że nasza rodzicielska obecność jest istotna, tylko w innej jakości i z większego dystansu, zamiast nadmiernej bliskości.

Jak dzisiaj wygląda adaptacja do przedszkola?

Zanim dziecko zacznie pełnoetatowo bywać w placówce, rodzice zwykle eksplorują przedszkole razem z nim. Spędzają z dzieckiem czas, bawią się, pokazują kącik z klockami, przedstawiają opiekunkę, pomagają nawiązać pierwsze kontakty z innymi dziećmi, które w tym samym czasie, ze swoimi rodzicami, też się zadomawiają.

Starają się pokazać dziecku, że miejsce, w którym za chwilę będzie spędzać czas bez nich, jest przyjazne i bezpieczne.

Tak prowadzona adaptacja bazuje na błędnym założeniu, że dziecko nie jest w stanie samodzielnie zdobyć tego doświadczenia, że nie jest ono w stanie samodzielnie doświadczyć emocji związanych z rozłąką z rodzicem. To założenie często sabotuje dziecięcą sprawczość oraz wiarę w siebie i co najważniejsze nie buduje poczucia bezpieczeństwa.

 

Jak inaczej przeprowadzić adaptację?

Najważniejsze założenie: dziecko potrafi samodzielnie zdobyć to doświadczenie.

Samodzielnie, czyli jak?

Jeśli przyjmiemy, że to wyzwanie należy do dziecka, możliwy jest taki scenariusz: zamiast rodzica, który eksploruje przestrzeń razem z dzieckiem – dziecko, które eksploruje ją samo. To ono będzie w niej funkcjonować bez rodzica, więc to ono, na własnych warunkach, powinno się z nią oswoić.

Jeśli rodzic chce skorzystać z dni adaptacyjnych, jego rola powinna polegać na tym, żeby być dostępnym, nie przejmować aktywności. Dziecko samodzielnie eksploruje wtedy salę. Rodzic w tym czasie może zająć się rozmową z innym dorosłym, na przykład z nauczycielką.

 

Im swobodniej i bezpieczniej poczuje się rodzic, tym więcej zaufania i poczucia bezpieczeństwa otrzyma od niego dziecko.

Niektóre dzieci z odwagą ruszą poznawać nową przestrzeń. Inne będą się jej przyglądać z pewnej odległości. Jeszcze inne nie odstąpią rodzica na krok albo będą nalegać na powrót do domu. Ile dzieci, tyle możliwych zachowań. Bez względu jednak na to, jak zachowa się dziecko, zadaniem rodzica jest poczuć się w tym miejscu swobodnie i zbudować fundament relacji z dorosłymi, którzy za chwilę staną się dla jego dziecka kimś ważnym.

 

Most po którym dziecko przechodzi samo

Dziecko nie potrzebuje, żeby rodzic osobiście wprowadził je w każdy kąt sali. Potrzebuje poczuć, że rodzic ufa dwóm rzeczom naraz: że ono samo poradzi sobie w nowej przestrzeni, i że ludzie, którym je zostawia, są tego zaufania warci.

To jest most. Rodzic go nie przechodzi razem z dzieckiem. Dziecko przechodzi po nim samo, kiedy czuje, że most jest solidny. 

Jak zbudować taki most?

Tak jak wspomniałam, kluczem jest skupienie się podczas adaptacji na relacjach z dorosłymi. Porozmawiać z nauczycielką, ale także z innymi rodzicami. To mogą być zwyczajne rozmowy o czymkolwiek, nie muszą w ogóle dotyczyć dzieci.

Natomiast rozmowa z nauczycielką nie powinna przypominać wywiadu kontrolnego. Pytania w stylu „jak pani reaguje na płacz”, „co pani robi, gdy dziecko nie je” brzmią jak przesłuchanie i tak też są odbierane. Zwykle nie budują relacji opartej na zaufaniu.

Relację buduje ciekawość, nie kontrola. Zdecydowanie lepiej zapytać, czy nauczycielka lubi swoją pracę. Co sprawia jej największą radość w pracy z dziećmi. Co jest w niej najtrudniejsze. Co ją zaskoczyło, kiedy zaczynała. Czy lubi etap adaptacji i jakie ma w nim spostrzeżenia. Jak zmieniały się okoliczności na przestrzeni lat, jeśli to osoba z dłuższym stażem. Te pytania nie sprawdzają kompetencji, pokazują drugiego człowieka i sprawiają, że rozmowa staje się spotkaniem, a nie egzaminem.

Spróbujcie poczuć, jak takie spotkanie potrafi ocieplić atmosferę tych pierwszych dni.

Dobrze jest też ograniczyć do niezbędnego minimum instruowanie nauczycielki, czego według nas dziecko potrzebuje. Owszem, mamy pewną wiedzę o swoim dziecku, ale to nie jest czysta informacja. Jest przefiltrowana przez to, jak sami z dzieckiem funkcjonujemy, i przez nasze przekonania na jego temat. Im więcej przestrzeni zostawimy na to, żeby nauczycielka poznała dziecko w relacji, a nie z naszej instrukcji, tym lepiej. 

Im bardziej my, jako rodzice, obawiamy się nowego etapu w życiu dziecka, tym bardziej potrzebujemy właśnie tak prowadzonej adaptacji.

Dzieciom łatwiej wchodzi się w nowe doświadczenia, kiedy rodzic w ich trakcie czuje wewnętrzny spokój i zaufanie.

Adaptacji częściej potrzebują rodzice, nie dzieci

Obdarzenie dziecka takim zaufaniem oznacza rezygnację z kontroli nad tym, co się z nim dzieje przez kilka godzin dziennie. Warto to sobie uczciwie nazwać: jak mi z tym jest? Czy łatwo mi zaufać tym dorosłym? Czy moja obecność przy dziecku w sali to troska o nie, czy sposób, żebym ja poczuł/a się spokojniejsza/y?

Czy ufam, że dziecko umie samodzielnie odnaleźć się w nowej rzeczywistości?

Dorosły, który nie zada sobie tych pytań, może przenieść własny niepokój na dziecko, a wtedy mogą nie pomóc żadne zabiegi, ani poukładane klocki, ani zapewnienia, że tu jest fajnie, bo dochodzi wtedy do odwrócenia ról – dziecko zaczyna wtedy opiekować się emocjami rodzica – ale to temat na inny wpis 🙂

 

Poznaj program mentoringowy, który zrewolucjonizował życie setek rodzin.

Jeśli chcesz zacząć wspierać rozwój dziecka i przestać opierać się na popularnych, ale powierzchownych wskazówkach, w tym programie się tego nauczysz.

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Mysia utopia – skutki życia w raju?

Mysia utopia – skutki życia w raju?

O eksperymencie Ostatnio rozmawiałam z koleżanką i w tej rozmowie pojawił się eksperyment "mysiej utopii". W skrócie: w latach 60. naukowiec John Calhoun stworzył dla myszy idealne warunki do życia. Nieograniczone jedzenie, woda, materiały do budowy gniazd. Żadnych...

czytaj dalej
Opór w relacji to sygnał

Opór w relacji to sygnał

Czy zmiany w rodzicielstwie naprawdę są takie spektakularne? Łatwo dzisiaj ulec wrażeniu, że rodzicielstwo zmieniło się spektakularnie w porównaniu z poprzednimi pokoleniami. Tłumaczymy zamiast karać. Pytamy zamiast rozkazywać. Rozmawiamy, słuchamy, a przynajmniej...

czytaj dalej
Jednogłośność – kontrola w przebraniu

Jednogłośność – kontrola w przebraniu

Kontola w przebraniu W świecie, w którym tak dużo mówi się o szacunku, ciekawości drugiego człowieka i o tym, że jesteśmy różni, łatwo przeoczyć, jak bardzo lubimy kontrolować. Ludzi wokół nas, sytuacje -chcemy, żeby było po naszemu. Zdarza się, że postawę "ma być po...

czytaj dalej
Stare posłuszeństwo w nowej odsłonie

Stare posłuszeństwo w nowej odsłonie

Pokolenie dzieci zarządzanych miłością Dlaczego im więcej wiemy dzisiaj o rodzicielstwie, tym trudniej jest nam jako rodzicom? I dlaczego coraz bardziej zamknięte, wybuchowe albo wycofane są dzieci? Dorośli doszukują się winy w telefonach, w pandemii, a także w...

czytaj dalej
Czy warto oczekiwać, że dziecko zje posiłek przy stole?

Czy warto oczekiwać, że dziecko zje posiłek przy stole?

Czy warto oczekiwać od dziecka, że zje posiłek przy stole Wyobraźmy sobie taką scenę. Rodzina przy stole. Dziecko bierze kęs, po czym wstaje i odbiegа. Po chwili wraca, gryzie kolejny kęs, znowu znika. Rodzice bez sprzeciwu pozwalają dziecku na takie zachowanie. Są...

czytaj dalej
error: Nie kopiuj!