Choć to pewnie sprzeczne ze światopoglądem wielu z Was, to ja jednak uważam, że nie mamy wpływu na przyszłość naszych dzieci. Co prawda w wielu domach wielokrotnie przewija się wizja przyszłości, to jednak w mojej opinii odnoszenie się do niej jest trochę irracjonalne. Małe dziecko w ogóle tego nie rozumie i nie potrafi połączyć dzisiaj z tym, co za 15 lat, natomiast nastolatek, co prawda potrafi, tylko nie chce tego robić, bo w dupie ma przyszłość. Dla niego liczy się tu i teraz. Przyjaciele i to jak namówić Was by mógł pójść na tą imprezę, a nie to czy w przyszłości będzie inżynierem, dyrektorem, czy woźnym na portierni. Czy powinno tak być? Oczywiście, że powinno. Nie wyobrażam sobie, bym będąc nastolatką, zastanawiała się nad dorosłym życiem, bo chciałam z tego, co miałam wycisnąć maksimum i mam nadzieję, moje dzieci też swoje wycisną.

No dobrze, jeśli nawet mam rację, to czy to oznacza, że mamy je zostawić samym sobie na statku zwanym dorastaniem? Co z dodatkowymi lekcjami angielskiego, robotyki i dążeniem do tego, by skończyli szkołę? Z rozmowami o życiu, o jego wartościach i o tym jakie konsekwencje niosą pewne wybory?

Wszystko to jest niezbędne, jednak chodzi o to, byśmy mieli świadomość, że jako rodzice mamy wpływ tylko na teraźniejszość naszych dzieci. Poprzez zasady, granice, inwestycję w edukację czas, który spędzamy na wspólnych rozmowach, zaopatrujemy je w narzędzia, które oni mogą, lecz nie muszą wykorzystać. Nie powinniśmy więc zastanawiać się nad tym, kim będzie nasze dziecko, lecz nad tym, czy swoim życiem dajemy mu odpowiedni przykład. Dzieci potrzebują zaangażowanych „w dzisiaj” rodziców, a nie wizjonerów, którzy wiecznie mówią o tym, co będzie, nie dostrzegając tego, co jest. Z tego powodu bardzo często nie zauważamy samotności swojego dziecka, tego, że wraca do własnego domu, a czuje się w nim obco, bo nie ma z kim porozmawiać. To jest to, na czym powinniśmy się skupić, w co inwestować swój czas i energię, bo to procentuje najbardziej.

W jakiś dziwny sposób jesteśmy przekonani, że nasze dziecko i tak kiedyś nam podziękuje za to, że jesteśmy zbyt surowi, zbyt wymagający, czy zbyt restrykcyjni. Często zresztą wprost dajemy temu wyraz: – Kiedyś mi za to podziękujesz…

To ja się pytam, za co? Za to, że nie było Cię wtedy, gdy Cię najbardziej potrzebował? Za to, że nie chciałeś słuchać, że kolejny język odbiera mu resztki czasu, który chciałby spędzić z przyjaciółmi? Za to, że wiecznymi zakazami zatrzymywałeś go w domu niczym w więzieniu? Za to, że idiotyczne godziny powrotów do domu wykluczały go z najfajniejszych momentów życia rówieśników? Za to, że idealizując jego obraz odebrałeś mu szansę popełniania błędów? Za to, że przez Twoje lęki nie miał okazji wspiąć się tam gdzie świat wydawał mu się taki intrygujący?

Powiedz mi, za co ma Ci dziękować?

Intencje każdy z nas ma dobre, bo każdy z nas kocha swoje dziecko i chce dla niego wszystkiego, co najlepsze, to nie podlega wątpliwości. Niestety środki, którymi chcemy to wszystko osiągnąć, często są niemoralne. Gdybyśmy tak potrafili skupić się na dzisiaj i zaczęli towarzyszyć naszym dzieciom w teraźniejszości, na pewno osiągnęlibyśmy zdecydowanie więcej, a w gratisie dostalibyśmy wspaniały obraz dzieciństwa i dorastania we wspomnieniach naszego dziecka.

Przestańmy więc żyć przyszłością naszych dzieci i zacznijmy im towarzyszyć w teraźniejszości. Słuchając, dopingując, motywując, rozmawiając i wykazując się empatią, zamiast wróżąc jak będzie wyglądało ich przyszłe życie, jeśli nie zmienią swojego postępowania. Mamy wpływ tylko na siebie, możemy zagwarantować naszym dzieciom dorastanie u boku angażujących się w relację z nimi rodziców. Co oni z tym zrobią w przyszłości? Czy i jak wykorzystają? To już ich własny wybór, z którym będziemy musieli się pogodzić.

Zdj. pexels.com

Sprawdź, czy też popełniasz ten błąd

Współczesny świat rodzicielstwa ofiarowuje rodzicom to, do czego poprzednie pokolenia nie miały dostępu - szerokopojętą wiedzę na temat rozwoju dzieci. Nigdy dotąd nie mówiło się o potrzebach dzieci ani o ich podmiotowości. Wiedza płynie do współczesnych rodziców z...

Śmierć prezydenta Gdańska – czy i jak rozmawiać z dziećmi o tym, co sie stało?

Zbrodnia do której doszło na oczach całego świata, spowodowała masowe poruszenie, które głośno komentowane jest w mediach, telewizji, ale także wśród nas wszystkich. Rozmawiając w domach, rozmawiając na kanałach społecznościowych, dzielimy się swoimi przeżyciami,...

Chodzi o to, by zdrowieć

W mojej pracy inspirowania do spojrzenia na relację rodzic-dziecko z innej niż dotychczas perspektywy, najtrudniejsze jest zaproszenie rodziców do porzucenia chęci nauki nowych rodzicielskich umiejętności.Tak bardzo jesteśmy przekonane, że chodzi o to, by się czegoś...

Nie odbieraj dziecku osobowości

Często w procesie wychowania tłamsimy i odbieramy dzieciom to, co w nich najcenniejsze. Walczymy z upartością, gdy tymczasem upartość determinuje podążanie za wyznaczonym sobie celem. Wymagamy uległości, a przecież ludzie ulegli nie potrafią walczyć o swoje. Nie...

A gdyby tak DAWAĆ miłość?

W zeszłym tygodniu skończyłam czytać książkę, która zrobiła na mnie duże wrażenie - "Wyzwolona" Kasi Urbaniak. Kasia w bardzo inspirujący i odważny sposób, zaprasza kobiety, do zwrócenia się w stronę swojej największej mocy, czyli dzikości ciała i agresji,...

Gdyby ta mama dostrzegła ten jeden szczegół byłyby w tamtym momencie naprawdę blisko, a tak…

....Stała za mną mama z córką około 3 lat. Kolejka przesuwała się wolno, więc dziewczynka radziła sobie tak, że podeszła do jednego z kontenerów  z zabawkami, który stał przy kasie i wyciągnęła z niego pluszowego zwierzaka. Uśmiechnięta, podeszła szybkim krokiem do...

Dlaczego umawianie się z dzieckiem nie ma najmniejszego sensu?

Odchodząc od autorytarnego wychowania, szukamy, badamy oraz eksperymentujemy w poszukiwaniu metody, która pozwoli nam nawiązać fajne relacje z dziećmi. Pośród tych wszystkich rozwiązań jest metoda polegająca na umawianiu się z dzieckiem na regulaminy, zasady lub...
error: Nie kopiuj!